Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Cieśniny duńskie w biegu - 28.09 - 2.10.2017 r. 02 Październik 2017

Środowy poranek nie zapowiadał tak intensywnego przedłużonego weekendu. Jeden telefon wszystko jednak wywrócił. Problem na pokładzie wracającego z Arktyki jachtu wyprawy 4K spowodował, że podjąłem szybko decyzję - pojadę do Danii i przeprowadzę jacht przez trudny nawigacyjnie akwen w stronę Polski. Sprawa o tyle była utrudniona, że meteo ze względu na huragan Maria nie przynosiło nic ciekawego, czas naglił, a cały mój żeglarski sprzęt, w tym 3 sztormiaki, był na pokładzie Azimuta w Lizbonie. Cóż, trzeba być twardym jak stonka, a nie miękkim jak kaczuszka ;-) Problem sam się nie rozwiążę.

Po całonocnej samochodowej jeździe wylądowałem rankiem w miasteczku Grenna. Tam oczekiwało Bystrze z zaprzyjaźnioną na poprzednich rejsach 2 osobową załogą oraz bardzo paskudna pogoda. Po godzinie cumy zostały oddane i rozpoczął się wyścig z czasem i warunkami. Zaczęło się mocno. Wyjście z główek portu pod silny wiatr oraz przewalającą się przez falochrony falę zgromadziło gapiów. Wszystko poszło jednak sprawnie, na pełnych obrotach silnika rozpędzony jacht rzucany góra - dół przebił się na otwarte morze i ruszyliśmy na żaglach na południe. Trasa wymuszała jak najbardziej ostry kurs pod wiatr i falę i pomimo tego, że jacht nadal tańczył we wszystkie strony, a pokład raz po raz zalewany był wodą - szło nam nieźle. Do momentu kiedy zrobiło się ciasno, brakło miejsca na halsówkę, a kolejny odcinek wynosił 3 mile. Niby mało, ale jeśli przez wyostrzenie prędkość spadała do 1 węzła - robił się problem. Ze względu na brak jakichkolwiek alternatyw musieliśmy zacisnąć zęby i przy zachodzącym słońcu przebić się do routy i szerszych wód.

Zaczynaliśmy wchodzić w cieśninę Wielki Bełt licząc na ochronę przynajmniej przed falą. Jednak stan morza nie uspokajał się wcale. Tak więc umordowani, gdzieś o 3 w nocy przycumowaliśmy w porcie Kalundborg. Meteo, w tym sprawdzane w lokalnym SAR nakazywało dobowy postój i przeczekanie nadchodzącej kipieli. Dostaliśmy więc czas na odpoczynek, wysuszenie mokrych rzeczy oraz zwiedzanie miasteczka, które jak każde duńskie miasto posiadło swój urok pięknych ceglanych kamienic, zadbanych ulic i lokalnych zabytków.

Na bieżąco sprawdzałem meteo i wychodziło z niego, że w niedzielę rano, gdzieś koło godziny 8 wiatr osłabnie i odwróci się na korzystny. Do poniedziałku, kiedy kilkunastogodzinna cisza zmieni się ponownie w południowy sztorm. Dlatego o 6 rano wystartowaliśmy i rozpoczęliśmy wyścig z czasem i dystansem, aby dopłynąć jak najdalej. I rzeczywiści - prognoza okazała się bardzo precyzyjna. Wiatr obrócił się w jednej chwilii, a my na pełnych żaglach z prędkością ok. 7 węzłów ganliśmy wodami Wielkiego Bełtu na południe, mijając wokół piękne miejsca oraz mosty.

Zachód słońca zastał nas na błyskawicznym postoju w Stubbekobing, gdzie musieliśmy dotankować paliwo. Zostało nam do pokonania 70 mil, już po otwartym w stronę Rugii, z narastającym z każdą godziną wiatrem. IMGW prognozowało wiatry 6-8 B z kierunków południowych. Zaczęła się nocna jazda, chciałem jak najszybciej dostać się w ochronę brzegu. I tym razem wszystko udało się znakomicie, z prędkością 7 węzłów z każdą godziną zbliżaliśmy się do przeciwległego brzegu, który osiągnęliśmy około 3 w nocy. Pozostał przed nami najtrudniejszy nawigacyjnie akwen, bardzo ciasne, 20 milowe podejście kanałami do Stralsundu.

Trasa ta ma swoją sławę. Jest bardzo wąskim, pokręconym kanałem pomiędzy mieliznami o głębokościach nawet 0.5 m. Weszliśmy jednak, przy dość silnym wietrze oraz w totalnych ciemnościach. Ploter, komendy na ster, ciągła kontrola głębokości, poszukiwanie latarką nieoświetlonych pław, poprawki, kolejne punkty, dalej i dalej. Zaczęło się nam to coraz bardziej podobać i po kolejnych zakrętach obawa malała. Jako ekipa dobrze sobie radziliśmy i uzupełnialiśmy się nawzajem.  Gdzieś koło godziny 5 wpłynęliśmy do mariny w samym centrum Stralsundu. 24 godziny niezłej jazdy, w trakcie której zrobiliśmy niemal 140 mil.

Nagroda? Pomost, wstające słońce, które doświetliło zabytkową cześć miasta , no i 2 godzinny odpoczynek. I poczucie dobrze wykonanej pracy. Tuż przed południem, wsród ulewnego deszczu opuściłem gościnny pokład Bystrze i korzystając z uprzejmości znajomych samochodem ruszyłem do Polski.

Facebook
Tweet
Google