Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

05 Czerwiec 2017 / Marek Rajtar

Piękno Norwegii już od jutra

Załatwiam dziś ostatnie lądowe sprawy i od jutra jestem w Norwegii. Pięknej, wyczekanej i wymarzonej. Dwa etapy S-4 i S-5 połączone w jedno. Najpiękniejsze fiordy i Lofoty, aż po Nordcap. Na jachcie Sifu w gronie dobrych znajomych. Czego chcieć więcej ? Może łaskawości Neptuna i dobrej pogody.

09 Czerwiec 2017 / Marek Rajtar

Norweskie fiordy zachwycają

Wystartowaliśmy z Trondheim z kolejnymi etapami naszej wyprawy na daleką północ. Jeszcze z samolotu dostrzegłem pokryte śniegiem szczyty gór. Piękne powitanie. 

10 Czerwiec 2017 / Marek Rajtar

Koło podbiegunowe przekroczone

66°33'39" N - szerokość północnego koła podbiegunowego. Jeden z celów naszej wyprawy został zrealizowany. Dla wszystkich członków mojej załogi pierwszy raz, a więc swoisty chrzest morski. Jest co wpisać do żeglarskiej książeczki.

11 Czerwiec 2017 / Marek Rajtar

Zmuszony do zejścia na ląd

W dniu dzisiejszym zostałem zmuszony do zejścia na ląd. Zmuszony przez przepiękne miejsce do którego przypłynęliśmy rankiem. Lodowiec Svartisen swoim niesamowitym wyglądem zaprosił nas bez możliwości wyboru na bliższe z nim spotkanie. Ale może po kolei.

15 Czerwiec 2017 / Marek Rajtar

Powitanie z Krainą Lofotów

Szybka wymiana 3 osób z załogi na osoby następnego etapu i kolejna północ, czyli znak dla nas, że należy ruszać dalej, w przepiękną krainę Lofotów. A nadzieja na piękne miejsca jest w nas duża, tak więc bez większego żalu żegnamy bezbarwne Bodo.

16 Czerwiec 2017 / Marek Rajtar

W deszczu po Lofotach

Kiedy rano poprzedniego dnia opuszczaliśmy zasnute chmurami i deszczem Reine nie spodziewaliśmy się poprawy pogody. I z każdą godziną opadu było więcej. Jednak wyprawa rządzi się swoim prawami i nikt tu nie przyjechał dla przyjemności. Ale atrakcje spotkały nas i tak.

17 Czerwiec 2017 / Marek Rajtar

Trollfjorden - odlecieliśmy w gumiakach na sam szczyt

Ot taki sam dzień jak inne. Pływamy sobie kolejnymi fiordami, woda, strzeliste szczyty, śnieg, droga do Ostrołęki, nic nowego. Można się przyzwyczaić ;-). Ale kiedy zrobi się nagle zwrot o 90 st. w niepozorny fiord nagle wszystko się zmienia. Skalista wąska brama prowadzi w inny świat. Witamy w krainie troli.

18 Czerwiec 2017 / Marek Rajtar

Dalej na północ

O dzisiejszym dniu powinnismy szybko zapomnieć. Nie możemy każdego dnia zaliczać pasma nieustających sukcesów. Długi przelot, w totalnej flaucie, za to w ciągłych opadach deszczu i mgle. Być może wokół było coś pięknego, ale trudno było to dostrzec, do tego rozwijające się przeziębienie nabyte od troli oraz miarowy warkot silnika. I pewnie tak zakończył by się nasz przelot do Harstad, gdyby nie Józek, od dziś zwany Józek Orka.

19 Czerwiec 2017 / Marek Rajtar

Żona kapitana czy kapitalna żona?

Pływanie na pokładzie z rodziną jest ciekawym przeżyciem. Tym bardziej, gdy swój pierwszy morski rejs odbywa żona - żona kapitana. Czasami może to być dotkliwe w skutkach właśnie dla kapitana. Zwłaszcza jeśli w tle stoi zakład o luksusowe w Norwegii dobro.

 

22 Czerwiec 2017 / Marek Rajtar

To już jest koniec?

To już jest koniec? Nie ma już nic? No, no - nie w tym wypadku.  Z dużym żalem opuszczałem wprawdzie wczoraj wczesnym rankiem pokład Sifu goniąc na samolot do Krakowa, ale w myślach siedzi cały czas kolejny mój etap wokół Spitsbergenu. A to już tuż, tuż.

Ta delikatna przerwa na blogu wynikała z bardzo dużego zapracowania. Bo ledwo kończąc ostatni dzień etapu S-5 przybijając do malowniczej mariny w Tromso, a już trzeba było się wziąć do przygotowania jachtu na spitsbergenowe etapy. Ale po kolei.

25 Czerwiec 2017 / Marek Rajtar

Dokładnie miesiąc do startu w Krainę Lodu

Dokładnie za miesiąc, 24 lipca rozpocznie się mój najważniejszy i najtrudniejszy za razem rejs tego roku, który o ile się uda zrealizować zgodnie z planem pozwoli spełnić kolejne marzenie. Wtedy to właśnie z tajemniczego Longyearbyen wystartujemy w wielkiej próbie opłynięcia dookoła Spitsbergenu. 17 dni, niemal 1000 Nm, po drodze z polskimi stacjami arktycznymi, rezerwatami przyrody, lodowcami, Magdalenfjorden, Monacobreen, Kape Lee, dużą ilością innych niesamowitych miejsc, niedźwiedziami. No i przede wszystkim z Hinlopenstretet - kluczowym punktem naszej trasy, gdzie rozstrzygnie się powodzenie lub porażka dla naszych planów. Lód zdecyduje.

27 Czerwiec 2017 / Marek Rajtar

Niedźwiedź polarny czy biały miś dla dziewczyny?

Czy chciałbym spotkać niedźwiedzia polarnego? To pytanie towarzyszy mi przez ostatnie 4 miesiące, odkąd wziąłem się za załatwienie formalności związanych ze zgodą Gubernatora Svalbardu na nasze spitsbergenowe etapy. Przeczytałem mnóstwo publikacji, książek, odbyłem kilka rozmów, posiadłem tyle wiedzy ile mogłem - i przygotowałem wymaganą procedurę zachowania się w kontaktach z niedźwiedziami. Zatem czy chciałbym je spotkać w trakcie bliskiego już pobytu w ich krainie? Chyba tak, ale tylko w określonych okolicznościach, będąc na pokładzie jachtu, broń Boże na lądzie.

01 Lipiec 2017 / Marek Rajtar

Człowiek w krainie zimna ...

Jak bardzo jest zimno, kiedy jest zimno? Jak sobie radzić? Jak wygląda pierwszy stopień hipotermi? I czy ciepły śpiwór i 5 kocy to już dość? Czyli takie bajdurzenie na 2 tygodnie przed wyjazdem na Spitsbergen ...

07 Lipiec 2017 / Marek Rajtar

Już tylko 2 tygodnie do Krainy Niezwykłych Spotkań

Na moim lądowym pokładzie trwa właśnie walka z czasem: jak zdążyć w ciągu najbliższych 2 tygodni wyrobić się z obowiązkami zawodowymi, rodzinnymi. I jeszcze nadgonić, aby spokojnie wyjechać. Przedwczoraj przynajmniej zamknąłem ostatecznie już wszystkie sprawy formalne związane z licznymi zgodami na nasz pobyt na Spitsbergenie. Ale jak to wszystko ogarniać, kiedy połowa myśli jest już tam i słyszy się, ze wczoraj przy pomoście w Longyearbyen pływały 2 wieloryby? No właśnie jak ...

19 Lipiec 2017 / Marek Rajtar

Spitsbergenie witaj. Jutro wyruszam!!!!

Doczekałem się. Jutro wyruszam w swoją podróż na Spitsbergen. Wyczekaną od ponad roku. Setki godzin poświęcone na przygotowanie wyprawy, olbrzymia ilość włożonej pracy i w końcu nadszedł ten czas, aby zacząć się cieszyć.

22 Lipiec 2017 / Marek Rajtar

Spitsbergenie. Przybyłem !!!

Wylądowałem w arktycznym Longyearbyen. Druga w nocy, słońce nad horyzontem. Wychylam nieśmiało głowę za drzwi niewielkiej hali odlotów, czy aby nie czai się gdzieś za rogiem niedźwiedź oczekujący na świeżą dostawę mięsa w postaci mojej osoby ….

24 Lipiec 2017 / Marek Rajtar

Wyruszamy w Arktyczną Krainę

Dwa dni mojego pobytu na Spitsbergenie były bardzo intensywne. Kiedy rankiem wczorajszego dnia zaokrętowałem się na Sifu zakończyła się moja niemal 2 dobowa podróż na kraniec świata.

26 Lipiec 2017 / Marek Rajtar

Pierwsze 100 niezwykłych mil za nami

Przedwczoraj o 22 wyruszyliśmy w naszą podróż na Północ. Porzuciliśmy szaro-bure Longyearbyen i weszliśmy w lodowe krainy. Lodowce schodzące ze szczytów w morza oraz niesamowite zwierzęta.

25 Lipiec 2017 / Marek Rajtar

Ny-Alesund

Ny-Alesund, w głąb Kongsfjorden, to najbardziej na północ położona miejscowości świata, która stała się dla nas bazą startową w lód. To też prawdziwy koniec cywilizacji. Przypłynęliśmy tu około godziny 22. Na 20 h postoju. 

26 Lipiec 2017 / Marek Rajtar

Porzucić ląd i ruszyć przed siebie

Plany związane z koniecznością ostatecznego przygotowania jachtu do trasy na północ, zamknięcie lądowych spraw, tankowanie jachtu sprawiło, że mogliśmy sobie pozwolić na planowany dłuższy postój w porcie. No i delikatne świętowanie „cudownego ocalenia”. 

27 Lipiec 2017 / Marek Rajtar

Arktyczne spotkania

Nigdy nie wyobrażałem sobie nawet, że może mnie spotkać tak intensywny dzień. Pełen spotkań, niesamowitych miejsc i doznań. I to jeszcze na dodatek na północnym krańcu świata. A jednak - tu gdzie wariuje kompas - wszystko jest możliwe.

28 Lipiec 2017 / Marek Rajtar

Monacobreen

Jest kilka takich miejsc do których będzie się chciało zawsze wrócić. Bycie w nich zapada tak głęboko w pamięć, że pragnie się dzielić tym pięknem z innymi, wziąć rodzinę, przyjaciół, znajomych, aby nie byli ubożsi o to czego sami doświadczyliśmy. Monacobreen.

29 Lipiec 2017 / Marek Rajtar

Na Północ

Czas posmakować lodu, poczuć jeszcze bardziej jego chłód. Zmierzyć się z sobą w jednej z najtrudniejszych prób. Pójść przed siebie, tak najdalej jak będzie to możliwe, stanąć na dziobie i popatrzeć na północ, i nie zobaczyć nic oprócz bezmiaru lodu. 

30 Lipiec 2017 / Marek Rajtar

W kierunku Hinlopenstretet

W totalnej mgle i przy zerowym wietrze schodzimy mozolnie na południe. Zawodzą elektroniczne plotery, które nie obejmują mapami tych obszarów. Jeden z nich lokuje nas w zatoce gwinejskiej, a odczyty kursu pomiędzy nimi różnią się nawet o kilkanaście stopni. 

31 Lipiec 2017 / Marek Rajtar

Magiczny Freemansundet

Policzyliśmy niezależnie, ja i Piotr, jeszcze raz czasy zmiany kierunków prądów w Freemansundet. Potwierdzone zostały wcześniejsze wyliczenia. Oficerowie dostali pierwszy raz w tym rejsie polecenie, żeby nie dopłynąć gdzieś szybciej niż wyznaczony czas. Musieliśmy być dokładnie w momencie, kiedy prąd ze wschodniego zmieni się na zachodni i zacznie nas wciągać w głąb.

01 Sierpień 2017 / Marek Rajtar

Na południe wzdłuż Storfjorden

Nadmiernie zmęczony i niewyspany organizm wymaga regeneracji. Potrzebne są chwile snu i wypoczynku. W przeciwnym wypadku, w ciężkich warunkach, może zostać zagrożone bezpieczeństwo wszystkich. Morze, szczególnie tutaj, nie wybacza błędów. Również życie na małej, skaczącej we wszystkie strony powierzchni, w której niewiele jest wygód, a pewne podstawowe potrzeby nie mogą być realizowane, wraz z siódemką innych osób, najbardziej nawet fajnych, wymaga sił i świeżości. Oczywiście, człowiek posiada zdolność adaptacji, ale bez przesady.

02 Sierpień 2017 / Marek Rajtar

Tu gdzie nie wozi się turystów jest równie pięknie.

Strofjorden jest niemal nieuczęszczany przez nikogo. Lokalizacja stolicy (Longyearbyen) sprawia, że większość turystów wożona jest po Isfjorden, lub w trasach na północ. Z radością odkrywaliśmy, że ta część naszej podróży wiedzie przez równie piękne miejsca i że poza nami nie tu nikogo.

03 Sierpień 2017 / Marek Rajtar

Polska stacja badawcza w Horsundzie

Po opłynięciu południowego krańca Spitsbergenu ruszyliśmy znowu na północ. Tym razem nie w stronę lodowego bezludzia, ale cywilizacji. I to dodatkowo do miejsca w którym znajdują się Polacy.

 

04 Sierpień 2017 / Marek Rajtar

Po racuchy do Longyearbyen

Nie udało się usnąć. Nie mam tej łatwości spania na zawołanie. Rozregulowałem się niestety. Całe szczęście wszystkie największe wyzwania za nami, więc już nie muszę mieć zapasu sił. Wiem, wiem, dopóki jacht w morzu to jeszcze różnie bywa … ale tym razem nie przesadzajmy. No więc zamiast spać siedzę sobie w kokpicie i gadamy. Zamarzyły się nam racuchy, a do nich potrzebne są jabłka. Ich brak, a najbliższy sklep jest Longier. Płyniemy.

05 Sierpień 2017 / Marek Rajtar

Odpoczynek w Longyearbyen

To pierwsza doba spędzona na lądzie, trochę trudno się przyzwyczaić. Trzeba odpocząć i przygotować jacht na następne dni. I uciec stąd jak najszybciej …

06 Sierpień 2017 / Marek Rajtar

Podróż po Isfjorden z głową Lenina

Duża ilość turystów odwiedza Spitsbergen. Najczęściej przy pomocy statków pasażerskich, które robiąc wycieczki po Norwegii zahaczają również o Longyearbyen. Turyści schodzą na ląd, oblegają sklepy z pamiątkami i wracają mając przekonanie, że Spitsbergen jest zaliczony. A to nie o to tu chodzi – wiem – bo widziałem …

07 Sierpień 2017 / Marek Rajtar

1000 mil morskich w jeden długi dzień

Zrobić tysiąc mil morskich jachtem w jeden dzień? Czy to aby nie zahacza o rekord do księgi Guinnessa? Definiując założenia: 1000 mil morskich od naszego wypłynięcia z Longyearbyen jest - wskazuje na to log i zapisy z dziennika jachtowego. Jachtem? - no tak - bez wątpliwości Sifu of Avon jest jachtem, nawet 2 masztowym, a ja płynąłem już na nim z 4 żaglami na raz. No to jeszcze kwestia jednego dnia? - czy można powiedzieć, że dzień liczony jest od wschodu do zachodu słońca? Jeśli tak - to mamy rekord!!! ;-)

 

08 Sierpień 2017 / Marek Rajtar

Czarna owca w załodze

Czarna owca w załodze. To zmora każdego kapitana oraz pozostałych uczestników wyprawy. Szczególnie w przypadku dłuższego rejsu, w którym nie płynie się od portu do portu oraz takiego, gdy powierzchnia wspólnego przebywania jest mała i brakuje wszelkich wygód - czyli takiego jak nasz rejs. U nas w szafce kapitańskiej przez cały czas rejsu stał karabin Mauser – ale dobrze wiemy, że to nie jest rozwiązanie ;-). Jak więc rzeczywiście było u nas przez te 17 dni?