Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Powitanie z Krainą Lofotów 15 Czerwiec 2017

Szybka wymiana 3 osób z załogi na osoby następnego etapu i kolejna północ, czyli znak dla nas, że należy ruszać dalej, w przepiękną krainę Lofotów. A nadzieja na piękne miejsca jest w nas duża, tak więc bez większego żalu żegnamy bezbarwne Bodo.

Ruszamy. Deszcz, mgła, brak słońca - tak w skrócie można by określić ten 50 milowy przeskok, który ze względu na sprzyjający wiatr zajął nam 8-9 h. Być może wokół były piękne widoki, ale dla nas totalnie schowane za chmurami. Z nich też dopiero z bliskiej odległości kilku mil zaczęły się wysnuwać strzeliste góry wysp do których zmierzaliśmy.

Lofoty - jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi zasnute były szarym pyłem wody. Aby więc dotknąć ich jak najbliżej musieliśmy wpłynąć do ich portów. Zaczęliśmy od miejscowości Å. Rybackiego portu słynącego na całym świecie ze swojej najkrótszej nazwy oraz ze stockfisów - czyli specjalnie suszonych na wietrze dorszy.

Ten i następne 2 porciki nie były przeznaczone do parkowania naszego posiadającego 2.5 m zanurzenie jachtu. Mogliśmy tylko manewrując pomiędzy skałami oraz mieliznami na chwilę wpłynąć i łapać klimat czerwonych domków posadowionych na palach oraz licznych drewnianych konstrukcji z suszonymi rybami, a nad tym wszystkim majestatycznie rozłożone góry.

Ostatnie miejsce znaleźliśmy przy drewnianym rybackim porciku w Sorwågen. I ruszyliśmy z buta do oddalonego o 2 km Å. No wiadomo, że musieliśmy zrobić sobie zdjęcie z jego tablicą, inaczej być nie mogło. Muzeum stockfisów mniej nas zainteresowało niż oglądanie wszystkiego na żywo. Tysiącami suszone rybie łby oraz inne części raczej pozbawiły nas chęci zakupów, ponieważ nie wyglądało to apetycznie. Do tego wszystko nie chronione oraz pełne ptaków i ich odchodów. Czy nie jest z tym wszystkim tak jak z skrywaną tajemnica hodowlanych łososi?

Ale góry były rzeczywiście piękne. Przykryte chmurami, strzeliste, z jęzorami śniegu. Zapewne doskonale do wspinaczki. My jednak miejscy inne plany na dzisiejszy dzień - nocny postój w Reine.

Tak. Reine zasłużyło na swój tytuł perły Lofotów. Wokół znowu strzeliste szczyty u podnóża których rozłożony został rybacki port oraz nanamiastka mariny. I przez kilka godziny nawet przestało padać i kilka razy przedarło się słońce. Kolejne ryby na patelni, odpoczynek. No i dziki plan by w tych warunkach wybrać się po niesamowity widok na okolice z góry Reinebringen. Jednak zgodnie z radą doświadczonych kapitanów, że lepiej wypić małe piwo na pokładzie jachtu, a potem obejrzeć świeże zdjęcia z aparatu - położyłem się na godzinny odpoczynek. I niestety dopadło mnie zmęczenie z niedospanych poprzednich nocy. Kiedy obudziłem się kilka godzin później Paweł i Józek już wrócili i zdjęcia były i świeże i piękne

Facebook
Tweet
Google