Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Poszukiwania jachtu to trudna zabawa 04 Kwiecień 2017

Od dłuższego czasu zaangażowany jestem w poszukiwania jachtu. A nie jest to prosta sprawa. Ofert tysiące, wyszukiwarek setki, przebrnąć przez to jest rzeczą niełatwą i bardzo pracochłonną. No ale żeby mieć przegląd tego co jest na rynku używanych jachtów - trzeba to wykonać....

Tym bardziej gdy poszukuje się stalowego jachtu na wyprawy, który musi zmieścić w wygodny sposób minimum 9 osób, a kwota którą się dysponuje jest ograniczona ...

Tak więc startujemy. Zakładane filtry na cenę, długość i materiał. Na tych stronach na których to jest oczywiście możliwe … Coś w przedziale 15-17 metrów, lokalizacja – po kolejnych próbach – Europa. Fajne oferty znajdujemy na innych kontynentach, ale zbyt trudną i kosztowną sprawą staje się zobaczenie jachtu. Po długim okresie pracy zostaje wyłoniona setka ofert. Teraz należy się im wszystkim dokładnie przyjrzeć i ocenić punktowo. Większość dobrych jachtów, znajdujących się za granicą to wersje armatorskie. W jednym z nich zainstalowany nawet syntezator Casio, gdzie indziej 3 telewizory. Duże kabiny na małą ilość osób. No więc próba oceny skali i kosztu przeróbek. Pierwsze podejście …

Pozostaje lista 30 ofert. Większość z nich to projekty autorskie, łatwiej zaufać jednak znanym konstrukcjom. Zbieranie kolejnych informacji. Pojemność zbiorników na wodę i paliwo, na wyprawy musi być wystarczająco duża. Jak wygląda kokpit, czyli ile osób wygodnie w nim usiądzie. No i kolejna ważna sprawa, czyli szprycbuda i zejściówka. Tu priorytet na drugie koło sterowe w osłoniętym miejscu, aby w trudnych warunkach pogodowych zapewnić maksimum komfortu. Początkowe założenie, że ma być ketch pada, w praktyce okazuje się, że slupy mają dużo fajniej wykorzystane miejsce i na pokładzie i pod nim. Po jakimś czasie stajemy się powoli fachowcami i coraz łatwiej jest nam ocenić kolejny jacht.

Kiedy z zostaje kilkanaście propozycji rozsianych po całej Europie staramy się opracować sensowną trasę, aby wykorzystać dobrze czas. Odpadają więc propozycje portugalsko-hiszpańskie, pozostaje 5-7 jachtów na południu.

Zaczynamy jednak od Polski. Piękne zdjęcia, zadbany jacht, nic tylko brać. Jedziemy. Na miejscu totalne rozczarowanie, totalnie zaniedbana jednostka, właściciel już pół roku na niej nie był, stoi zwodowana w porcie, wszędzie pełno wody, pełne zęzy, wilgoć pożera wszystko, aż przykro patrzeć. Ktoś ileś lat temu kupił sobie kłopot i postanowił o nim zapomnieć, a przez to jacht umiera. Ta propozycja zdecydowanie nie dla nas, trudno wyobrazić sobie ilość czasu i środków koniecznych do przywrócenia go do życia. A miał być zadbany i luksusowy.

Ale jak to się mówi – pierwsze koty za płoty. Tak więc ruszamy stronę Włoch. W planie 2-3 mariny. Południowy klimat wpływa na nasze samopoczucie i na całe szczęście na miejscu nie spotyka nas rozczarowanie. Warto było przyjechać i okazuje się, że udało się nam nawiązać dobry kontakt z biurem portu. Sympatyczny pan oprowadza nas po całym porcie pokazując wszystkie stalowe jachty, a następnie kiedy częstuje nas w biurze kawą dzwoni do właścicieli i pyta czy nie planują sprzedaży. No i w ten sposób dochodzą kolejne 2 propozycje. Warto było zainwestować w wiśniówkę na prezent ;-)

Długi przejazd do następnego kraju i kolejny port. Tu też ciekawe propozycję. Setki zdjęć, kilkanaście filmów oraz rozmowy z właścicielem na temat jachtu. Okazuje się, że musieliśmy pojechać tak daleko, aby pogadać z sympatycznym Czechem. Znowu było jednak warto.

Pełni obrazów i myśli w głowach, z wypełnionym aparatem zdjęciami zbieramy się w powrotna podróż. Jest o czym po drodze gadać, a droga do Polski długa. No i wielkie nadzieje, że coś z tego wkrótce będzie …

Facebook
Tweet
Google