Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Porzucić ląd i ruszyć przed siebie 26 Lipiec 2017

Plany związane z koniecznością ostatecznego przygotowania jachtu do trasy na północ, zamknięcie lądowych spraw, tankowanie jachtu sprawiło, że mogliśmy sobie pozwolić na planowany dłuższy postój w porcie. No i delikatne świętowanie „cudownego ocalenia”. 

Przed południem jednak wzięliśmy się do prac. Stojąca na pirsie mała budka posiadała kabelek z internetem, grzejnik elektryczny i stała się tym samym centrum załatwiania ostatnich spraw, a było ich mimo wszystko dużo. Powiem szczerze, nieprosto to wszystko zostawić. Towarzyszył mi zatem lekki stres i oczekiwanie na wyjście dalej, które ostatecznie pozbawi mnie możliwości zrobienia już czegokolwiek. Łączność powyżej jest już tylko w sprawach bezpieczeństwa i meteo, mieliśmy na pokładzie Irydium, ale nie do użytku prywatnego. W pierwotnych planach na Spitsbergenie miałem być na 2 etapy, w sumie niemal 40 dni. I posiadając nawet bilety lotnicze musiałem z pierwszego zrezygnować. Jeszcze nie mogę sobie pozwolić na tak długą rozłąkę.

Ny-Alesund zwiedziliśmy wspólnie podczas 2-3 h spaceru. Ponieważ w ostatnim czasie widziano tu niedźwiedzie poruszaliśmy się w zwartej grupie oraz wyposażeni w broń. Miejscowym zwyczajem jest jednak noszenie karabinu z otwartym zamkiem. Wizyta w sklepie z pamiątkami, otwieranym na czas przyjazdu turystów, jedynym zauważonym przez nas w pobliżu, zdjęcie przy pomniku Amundsena. I wreszcie nadszedł wieczór, kiedy w końcu mogliśmy ruszyć dalej.

Zastaliśmy warunki pogodowe zdecydowanie odmienne od dotychczasowych. Wiało i rozbudowała się fala, co przełożyło się na ostre bujanie. Rzucało nami we wszystkie strony i należało się szybko zaadoptować. Ci co próbowali spać szukali jakiegoś oparcia w swojej koji, zapierając się na boki. Rzeczy które nie były odpowiednio zaształowane należało zbierać z podłogi i ponownie układać. Wybór „prezesa” w tych warunkach musiał nastąpić szybko, a to wiązało się z butelką dla kapitana. To się dokonało. Mamy więc już wkład, a po lód zamierzaliśmy płynąc na północ. Przy takiej pogodzie odczuwaliśmy dużą różnice pomiędzy nocą a dniem. Dotyczyło to temperatury, ale również wyglądu nieba nad nami. Aby pod pokładem utrzymać trochę ciepła pozwalającego organizmowi wrócić do funkcjonowania po wachcie odkręciliśmy pokrywy silnika, który w chwilach gdy pracował oddawał ciepło dla nas. Tym razem jednak płynęliśmy tylko na żaglach.

 

Facebook
Tweet
Google