Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Polak - Węgier 2 bratanki 22 Marzec 2017

To powiedzenie sprawdziło się i tym razem. Na morzu. Poznaliśmy się z Jozsef'em w Gdańsku w listopadzie, na pokładzie jachtu, którym wyruszaliśmy na tygodniowy rejs po bałtyckich portach. Jozsef - Węgier z Budapesztu - znalazł nasz rejs na fb i chodź do tej pory pływał jedynie po Balatonie, zdecydował się na morską przygodę ...

Oczywiście pojawiła się bariera językowa. My nie znaliśmy ani jednego słowa po węgiersku, a on po polsku zaledwie kilka słów. Tak więc język angielski zaczął przeplatać się z polskim. Mimo tego nawiązaliśmy świetną więź, dzięki temu, że wszyscy z nas okazali się fajnymi ludźmi i zaczęliśmy tworzyć zgraną załogę. Tak więc zaczęliśmy przykładać bardzo dużo uwagi do tego, abyśmy się wszyscy rozumieli, co oznaczało konieczność przejścia niemal w całości na angielski. Wachty nawigacyjne, komendy na ster i żagle, manewry portowe, no i zwykłe życie rejsowe - po angielsku - dla wszystkich nas niezła szkoła. Ale i przy okazji darmowa nauka i praktyka w używaniu angielskiego.

Kiedy pewnego dnia wchodziliśmy do Łeby powstała bardzo zabawna historia. Musicie widzieć, że już wówczas poza naszym jachtem nikt nie pływał w tym rejonie. "Bałtyk dla odważnych" zakończył się kiedy my startowaliśmy. Dlatego wszędzie budziliśmy zainteresowanie, a czasami problem, bo już np. demontowane były na zimę elementy marin. Wracając jednak do Łeby ... Nasz jacht pływał pod egzotyczną banderą St. Vincent & Grenadyny. W trakcie zgłaszania jachtu na wejście zostaliśmy dopytani, kim jesteśmy, co to za bandera. Następnie padło pytanie: "Czy wszyscy na pokładzie są Polakami?". Odparłem automatycznie, że tak, a następnie po chwili zastanowienia przekazałem, że jednak nie i że mamy na pokładzie Węgra. Kilka minut później w porcie już czekała na nas Straż Graniczna. Wszystko odbyło się miło i bez problemów.

Jozsef z dnia na dzień chłoną coraz to nowe słowa polskie, wszyscy byliśmy pod niesamowitym wrażeniem jego zdolności doskonałego zapamiętywania i nauki. Po kilku dniach w wielu kwestiach już zwracał się do nas w naszym języku, np. w takcie uzupełniania dziennika jachtowego, kurs, wiatr, silnik i wiele innych. Nie byłem sobie w stanie wyobrazić odwrotnej sytuacji, kiedy to my mielibyśmy nawet w małej części posługiwać się węgierskim. A on krok po kroku  robił bardzo duże postępy. Do tego stopnia, że zaczął pytać w następnych portach o zgodę na wejście. No cóż, słychać było inny akcent, ale komunikatywność zachowana w 100 %.

Jak wyglądała przykładowa rozmowa możecie obejrzeć tutaj ;-)

Zaprzyjaźniliśmy się wszyscy. I trudno było się pożegnać. Jednakże miłe jest to, że mamy ze sobą kontakt oraz że będzie kontynuacja. Znów spotkamy się na pokładzie jachtu, już niedługo - bo w czerwcu, kiedy wspólnie będziemy przemierzać cudowne norweskie Lofoty.

Lengyel, magyar – két jó barát, Együtt harcol s issza borát,
Vitéz s bátor mindkettője, Áldás szálljon mindkettőre
                                ktoś się tego nauczy na pamięć? ;-)
 

 

 

 

Facebook
Tweet
Google