Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Odpoczynek w Longyearbyen 05 Sierpień 2017

To pierwsza doba spędzona na lądzie, trochę trudno się przyzwyczaić. Trzeba odpocząć i przygotować jacht na następne dni. I uciec stąd jak najszybciej …

Wydawało się, że ten dzień będzie luźny, że znajdę czas, aby spokojnie usiąść, odpocząć. Należało jednak przygotwać jacht do dalszej naszej podróży. O ile uzupełnienie wody w zbiornikach (w końcu !!!), wyrzucenie gromadzonych i segregowanych od początku śmieci poszło szybko, to jednak inne sprawy przeciągnęły się do późnego wieczora, tak że nie miałem nawet możliwości odsapnąć. Ale i temu nadszedł kres. I już za chwilę będziemy mogli znowu porzucić przyjazną keję i ostatnie dni spędzić odkrywając zakątki Isfjorden. A jest tam wiele ciekawych miejsc, które sprawiają, że rzesze turystów odwiedzając Spitsbergen kręcą się tylko tutaj. Czy dla nas po całej trasie dookoła też będą piękne? Zobaczymy. Ale szybko opuścić Longyearbyen to najważniejsze zadanie dla mnie. Trochę tu nie pasujemy, uciorani, nieogoleni, chodzący chwiejnym krokiem, rozglądający się wokół w poszukiwaniu zagrożenia ze strony niedźwiedzia - to na razie miejsce nie dla nas ...

Już dawno zapomniałem, jak zaledwie kilkanaście dni temu lądując w Longyearbyen zachwycony byłem miejscem, lotniskiem, znakiem z niedźwiedziem, teraz wiem, stąd należy uciekać, to nie tu leży serce Spitsbergenu ...

 

 

Facebook
Tweet
Google