Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Obyś cudze dzieci uczył ... 13 Kwiecień 2017

To powyższe przysłowie jest ponoć chińskim przekleństwem ... Nie w moim jednak wypadku, bo ja bardzo lubię uczyć, jednak dopada mnie inne przekleństwo - perfekcjonizm. Uff - z tym mam przechlapane ...

Żeby przekazać jakieś sedno wiedzy muszę sam strawić wszystko wokół, i to w szerokim promieniu. Taka natura. Tak więc czasami przygotowanie 4 godzinnego szkolenia zajmuje mi miesiąc. Nie wyobrażam sobie nie znać wszystkich detali, niuansów - zanim podejmę się uczyć. Mimo to, z wielką chęcią szkolę i dobrze się w tym odnajduję, a gdybym miał jeszcze więcej czasu ... ech ...

Wraz z Markiem Kapołką postanowiliśmy zorganizować szkolenia manewrowe. W końcu pływamy ileś już lat, setkami wykonane manewry portowe, czujemy się w tym specjalistami, no ale co innego wiedzieć, a co innego przekazywać wiedzę. Ale podjęliśmy się tego organizując dwa weekendowe kursy MARKOWE MANEWRY jachtami na silniku.

I wiecie co Wam powiem - poszło ;-) I było to dla nas wielką nauką i treningiem. Bo co innego samemu kręcić piruety w ciasnych marinach, a co innego pomóc ludziom najpierw zrozumieć, a potem wykonać manewry portowe. I cóż - Marek uczył swojego, a ja że wszystko można zrobić rufą ;-) A nasi uczestnicy chłonęli, intensywnie, długo, do późnych godzin nocnych. Byliśmy wszyscy zmęczeni, ale ponad to było zadowolenie.

Bo spotkała nas - szkolących - nagroda. Mogliśmy od razu zobaczyć efekty swojej pracy. Jak osoby prowadzące jachty z każdą godziną wykonują coraz bardziej zaawansowane manewry. I jak jakiś czas później wiadomości od naszych ludzi, że gdzieś tam np. w Chorwacji "rufą podchodziłem i wyszło, chodź było ciasno i wiało ..." 

Facebook
Tweet
Google