Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Dalej na północ 18 Czerwiec 2017

O dzisiejszym dniu powinnismy szybko zapomnieć. Nie możemy każdego dnia zaliczać pasma nieustających sukcesów. Długi przelot, w totalnej flaucie, za to w ciągłych opadach deszczu i mgle. Być może wokół było coś pięknego, ale trudno było to dostrzec, do tego rozwijające się przeziębienie nabyte od troli oraz miarowy warkot silnika. I pewnie tak zakończył by się nasz przelot do Harstad, gdyby nie Józek, od dziś zwany Józek Orka. 

No bo plan na dziś był prosty, upolować orkę. Tzn. zobaczyć. Bystrze widziało, a my do tej pory nie. Dlatego wyjątkowo tym razem porzuciliśmy codzienny slalom między wysepkami, skałami i innymi nawigacyjnymi atrakcjami i poszliśmy w morze. Szukać orek. Znaleźliśmy deszcz. Wachty się zmieniały, a ja ciagle na deku,  wokół mgła i należało zachować czujność.

I tak pewnie skończyłby się ten dzień, gdyby Józef nie dostrzegł w niewielkiej odległości przed dziobem dwóch orek. Nikt po za nim już nie zdążył, bo szybko zanurkowały, ale widząc jego emocje należało mu uwierzyć. Tak więc w pojedynku polsko - węgierskim przegrywaliśmy 0:1. Szykował się wieczorny rewanż. 

Dobrze po 20 dopłynęliśmy do Harstad, trzeciego z największych miast północnej Norwegii. I zdziwiliśmy się, bo w żadnej z 2 marin nie było ani toalet, ani prysznica. To są uroki tej części Norwegii. Jestem tym zadziwiony - kolejne miejsce, gdzie nie można załatwić podstawowych potrzeb.

Tak więc zmoczeni i brudni zostaliśmy na jachcie, gdzie w suszeniu pomogła nam koza. No i przyszedł czas na rewanż o który Józek sam się prosił proponując grę w kości. Dobrze pamiętał bowiem kto wygrał wszystkie wspólne gry w 1000. I tym razem mu to przypomniałem. Zatem w pojedynku Polska - Węgry mamy aktualnie remis. Ale kolejny dzień ma być również polowaniem na orki.

Facebook
Tweet
Google